Jaka Polska w jakiej Unii? – 10 lat po wielkim rozszerzeniu

Debata o dziesięcioleciu Polski w UE zorganizowana w ramach VIII Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej Społeczności Centrum Europejskiego UW „Polskie rocznice. 25 lat przemian – 15 lat w NATO – 10 lat w Unii”, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego, 4 kwietnia 2014 r. [1h54min]

Trzeci panel konferencji „Polskie rocznice. 25 lat przemian – 15 lat w NATO – 10 lat w Unii” dedykowany był 10. rocznicy akcesji Polski do Unii Europejskiej. Rozmawiano na tematy związane z integracją europejską: począwszy od analiz realizacji założeń sprzed 2004 r., zmianą polskiej rzeczywistości na przestrzeni ostatniego 10-lecia, jak i o perspektywach i priorytetach na najbliższe lata.

„Nie tylko Pol­ska jako pań­stwo gra­nicz­ne UE po­trze­bu­je so­li­dar­no­ści, a „szok krym­ski” do­pro­wa­dzi do szyb­szej na­pra­wy Unii” – oce­nił na de­ba­cie w War­sza­wie były mi­ni­ster fi­nan­sów Jacek Ro­stow­ski. Eu­ro­po­seł Paweł Kowal uznał, że mimo obec­no­ści w UE nasz kraj się „pro­win­cjo­na­li­zu­je”. Omawiano niewątpliwe korzyści, jakie odniosła Polska po wstąpieniu do Unii Europejskiej. Paweł Świeboda zwrócił uwagę na wątpliwości towarzyszące Polakom 10 lat temu: „Spodziewaliśmy się tabunów Niemców, którzy będą  masowo kupować polską ziemię, gdzie ta troska jest teraz?”– pytał. Jednak jak zauważył  Paweł Kowal „Niedługo będziemy świętować 10 lat w UE, ale zastanówmy się przy tym, ilu młodych Polaków nie będzie z nami na pokładzie?”. Istotną częścią panelu był wątek wejścia Polski  do strefy euro. Elżbieta Kawecka-Wyrzykowska wskazywała, że „podstawą jest przestrzeganie ekonomicznych warunków”, z kolei Marek Cichocki poddał pod wątpliwość przyszłość dalszego funkcjonowania tej waluty.
 
Rostowski podkreślił, że obecność Polski w UE, ale też w NATO „pozwala nam relatywnie spokojnie patrzeć w przyszłość”. Zwrócił jednak uwagę, że „kryzys krymski” wprowadził fundamentalną zmianę w postrzeganiu sytuacji w Europie. Jego zdaniem, większość państw europejskich „ma dziś poczucie, że wszystko się zmieniło i że dziś żyjemy w innej Europie”.
 
Polityk PO uważa, że Unia Europejska sprosta wyzwaniu zapewnienia sobie bezpieczeństwa, ale na konkretne decyzje trzeba będzie poczekać. „- Musimy pamiętać, że pomiędzy końcem II wojny św. a powstaniem NATO minęły cztery lata i aż siedem lat minęło, gdy w 1952 r. przystąpiły do NATO Niemcy” – przypomniał Rostowski. „- Opór, jaki był wtedy stawiany przez partie lewicowe w Europie Zachodniej i przez różne agendy wpływu ZSRR, były olbrzymie i musimy się spodziewać w bliskiej przyszłości tego samego” – przestrzegał.
 
Zadania, jakie państwa europejskie muszą wziąć na siebie w obliczu „kryzysu krymskiego” to – zdaniem Rostowskiego – „zapewnienie jedności, spójności i solidarności UE”, ale też „całego Zachodu”. „To będzie wymagało cierpliwości i wszyscy będziemy musieli za to zapłacić” – mówił Rostowski.
 
W jego ocenie, nie tylko Polska jako państwo graniczne UE potrzebuje solidarności, ale też takie państwa jak Finlandia, Szwecja, Niemcy. „- Jeszcze do niedawna wydawało się, że to państwa Europy Południowej przychodzą do tych państw na kolanach po solidarność. To ważna lekcja, bo stolica Niemiec leży 70 km od polskiej granicy i Niemcy są tego świadomi, że jak do nas ktoś przyjdzie, to ma do nich bardzo blisko” – zaznaczył Rostowski.
 
Jak podkreślił jednak, „szok krymski” doprowadzi do szybszej naprawy UE. Jego zdaniem, sytuacja geopolityczna w Europie szybciej się ustabilizuje niż Polska będzie zdolna przystąpić do strefy euro. Dlatego – jak mówił – ostatnie wydarzenia nie powinny przyspieszać tego procesu. „- Jedna rzecz jest dla nas pewna, strefa euro będzie tym elementem, wokół którego Europa będzie się integrowała. Długie przebywanie Polski poza tą strefą będzie dla nas niebezpieczne, co widać na przykładzie Ukrainy” – zaznaczył. „- Strefa euro musi być naprawiona, a my (żeby do niej przystąpić) musimy czuć się w tej strefie bezpieczni, ale nie wyobrażam sobie też, żeby w obliczu tak agresywnej Rosji Polska miała pozostać poza głęboką integracją” – ocenił.
 
Także europoseł Paweł Kowal pozytywnie ocenił bilans przystąpienia Polski do UE. „- Ale powinniśmy się zastanowić, gdzie były słabe punkty integracji” – podkreślił. „- Fakt, że Polacy skorzystali z możliwości podróżowania i pracy za granicą jest zasadniczo dobry, ale coś takiego się stało z modelem rozwoju naszego kraju, że nie potrafiliśmy tym Polakom stworzyć tu u nas równych szans i nie potrafimy też dziś ocenić skutków tego zjawiska dla rozwoju kraju” – mówił Kowal.
 
Jak sugerował, być może „nasz model rozwoju” powoduje to, że „choć się rozwijamy, to jednocześnie się prowincjonalizujemy”. Wyjaśnił, że ma na myśli „prowincjonalizację z punktu widzenia struktury produkcji, struktury rolnictwa oraz – ogólnie – z punktu widzenia szans”.
 
Zdaniem europosła za to zjawisko nie odpowiada UE, „bo to my mamy problem ze strukturą i organizacją naszego państwa”. „Anachroniczna struktura administracji, niezreformowany budżet powodują, że bardzo dużo tracimy” – zauważył.
 
Także nasz system partyjny – jego zdaniem – nie wymusza „właściwej konkurencji pomiędzy partiami i właściwego kierunku debaty politycznej”. „-To w rezultacie powoduje, że szereg decyzji, które podejmujemy, nie rozwija nas i mamy do czynienia na własną prośbę z trwałym korkociągiem prowincjonalizacji” – ocenił.
 
Wśród „strukturalnych problemów” w Polsce wymienił: dostęp do własności i do pierwszego mieszkania dla młodego pokolenia, słabą politykę prorodzinną. „- To oznacza, że w każdym filarze, w którym powinniśmy kreować klasę średnią, tracimy. To jest problem, który decyduje o jakości naszego uczestnictwa w UE” – dodał.
 
Jego zdaniem „kryzys krymski” nie jest przesłanką do decydowania o szybkim wejściu Polski do strefy euro, ale powodem do „przyjrzenia się, czy to, na co już się umówiliśmy w UE, jest realizowane i w jakim stopniu”.
 
źródło: pap

***

Licencja Creative Commons

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

 

Partnerzy

Lista zapisanych wykładów jest aktualnie pusta.