Mord rytualny – długie życie legendy

Wykład dr hab. Anny Michałowskiej-Mycielskiej, XIX Festiwal Nauki w Warszawie, 21 września 2015 [53 min]

Legenda o mordach rytualnych dokonywanych na chrześcijańskich dzieciach przez Żydów trwała w Polsce jeszcze w XX w. Legła u podstaw pogromu kieleckiego w 1946 roku. Jej ślady można znaleźć do dziś. O źródłach i rozwoju tego mitu opowiedziała podczas XIX Festiwalu Nauki dr hab. Anna Michałowska-Mycielska z Instytutu Historycznego UW.

Pierwsze wzmianki o oskarżeniach Żydów o mord rytualny, jak wskazała historyk, pojawiły się w Anglii w połowie XII w. W 1144 r. w Norwich znaleziono zwłoki dwunastoletniego Williama. Ciało nosiło ślady tortur i miało przebity lewy bok. Powstała legenda, że chłopiec został ukrzyżowany. Zwłoki Williama złożono w tamtejszej katedrze – miały słynąć cudami i stały się celem pielgrzymek. Chłopiec został ogłoszony świętym.

Oskarżenia wysuwane wobec Żydów przeniosły się z Anglii na kontynent – znane są przekazy na ten temat z XII i XIII w. pochodzące z Francji i Niemiec, gdzie istniejąca w Anglii legenda uległa modyfikacji. Celem sprawców mordu rytualnego nie było już ukrzyżowanie, ale pozyskanie krwi ofiary. Wedle autorów antyżydowskich tekstów miała ona być przez Żydów wykorzystywana do pieczenia macy (chleb przygotowywany bez użycia zakwasu z okazji święta Pesach), leczenia ran powstałych w wyniku obrzezania i „męskiej menstruacji”, przemywania oczu noworodkom (wierzono, że rodzą się ślepe – jak psy i wszystkie „gorsze” nacje) oraz pozbywania się odoru wydobywającego się z ciała.

Jak mówiła dr Michałowska-Mycielska, dojrzała legenda opisująca mord rytualny dokonany przez Żydów została pokazana na sztychu przedstawiającym męczeństwo św. Szymona z Trydentu (1475 r.). Historia w takiej wersji była powielana w licznych odpisach, tłumaczona i przerabiana. Historyk opisała stałe elementy konstrukcyjne tej wersji legendy. Według autorów owych przekazów ofiara, małe dziecko, była zawsze zabijana w trakcie Wielkiego Tygodnia. W zbrodnię zaangażowana była cała gmina żydowska. Ciało ofiary sprawcy nakuwali w celu spuszczenia krwi. Gminy żydowskie miały się też dzielić krwią ofiar między sobą. Częstym elementem owych legend było doprowadzenie dziecka do Żydów przez złego chrześcijanina, najczęściej kobietę. Odnalezienie zwłok odbywało sie zwykle dzięki cudownym wydarzeniom. Niekiedy ciało same wskazywało winowajców zbrodni, np. poprzez krew sączącą się z ran, gdy w jego pobliżu pojawiali się Żydzi.

Wedle opisywanych przez historyk przekazów rzekomi schwytani sprawcy mieli wyznawać podczas śledztwa, że ich zbrodnia została podyktowana zapisami Talmudu. Ofiary tych – jak wierzono – mordów często otaczano kultem – budowano ku ich czci sanktuaria, tworzono poświęcone im święta i modlitwy. Jak podkreśliła dr Michałowska-Mycielska, jedynymi prawdziwymi elementami historii o mordach rytualnych były zaginięcia dzieci. Religia żydowska zabrania bowiem w ogóle spożywania krwi.

Historie o mordach rytualnych były popularne wśród niższego kleru. Do ich rozpowszechniania przyczynili się franciszkanie. Papiestwo pozostało wobec nich wstrzemięźliwe.

Pierwsza wzmianka o mordach rytualnych dokonywanych przez Żydów pojawiła się w Polsce, jak wskazała historyk, w drugiej połowie XIII w. W przywileju nadanym Żydom przez księcia Bolesława Pobożnego w 1254 r. zakazuje się wysuwania wobec nich tego rodzaju oskarżeń, bo – jak podkreślono – ich religia zabrania spożywania krwi. Zdaniem badaczy nie świadczy to o lokalnych oskarżeniach Żydów o tego rodzaju proceder, a jedynie o ich obawie przed nimi wskutek procesów mających miejsce w Europie Zachodniej. Dopiero wzmianka z 1407 r. w „Annales” Długosza może świadczyć o zakorzenieniu się w Polsce przekonania o dokonywanych przez nich mordach rytualnych. Kronikarz wspomina o tumulcie w Krakowie, którego jedną z przyczyn miało być zabicie chrześcijańskiego dziecka przez Żydów. Do rozpowszechnienia legendy o mordach rytualnych przyczniły się znacznie zdaniem historyk „Żywoty świętych” Piotra Skargi – wydane po raz pierwszy w 1577 r. i dziesięciokrotnie wznawiane.

Jak wskazała dr Michałowska-Mycielska, najbardziej znane oskarżenie Żydów o mord rytualny w Polsce miało miejsce w Sandomierzu (1710). Żydzi byli też kilkakrotnie posądzani tam o ten proceder wcześniej – kilkakrotnie w XVII w. i u schyłku XVIII. W sandomierskiej katedrze znajduje się także obraz Karola de Prevot z XVIII w. z cyklu „Żywoty świętych”, który przedstawia mord rytualny dokonywany przez Żydów.

Na koniec swojego wykładu dr Michałowska-Mycielska opowiedziała o kulcie Gabriela Zabłudowskiego (1684-1690), świętego Kościoła prawosławnego, który do dziś jest silnie obecny na Białostocczyźnie i Grodzieńszczyźnie. Gabriel urodził się we wsi Zwierki w ubogiej rodzinie chłopskiej. Żywot jego podkreśla, że wśród innych dzieci wyróżniał się spokojem i łagodnością, nie wchodził w bójki i konflikty. Przed zabawę przedkładał kontemplację.

Wedle przekazów Gabriel w wieku 6 lat został porwany z domu przez jednego z dzierżawców Zwierek, a następnie wywieziony do Białegostoku. Chłopiec został tam ukrzyżowany, a jego ciało miało być również nakuwane w celu pozyskania krwi. Oprawcy porzucili zwłoki Gabriela w lesie na skraju jego rodzinnej wsi. Zostały one odnalezione przez dzikie psy. Zwierzęta nie tylko zaalarmowały wyciem o znalezieniu zwłok, ale też uchroniły je przed rozszarpaniem przez inne zwierzęta. Jak zaznaczyła historyk, mamy w tym przypadku do czynienia z dwoma charakterystycznymi elementami legend o mordzie rytualnym. Po pierwsze, chłopiec został zabity w wieku 6 lat. Dzieci do 7 roku życia były uważane za wolne od grzechu, co nasuwa analogię z cierpiącym Chrystusem. Pod drugie, odkryciu ciała ofiary towarzyszyły cudowne wydarzenia.

W 1720 roku wybuchła epidemia cholery. Grób chłopca na cmentarzu w Zwierkach został wówczas naruszony i okazało się, że jego zwłoki mimo upływu kilkudziesięciu lat nie uległy rozkładowi. Zaczął się odtąd kształtować kult dziecka męczennika. Towarzyszyły mu rzekomo kolejne cudowne wydarzenia. Zwłoki chłopca przetrwały pożar cerkwi w Zwierkach, gdzie zostały wyeksponowane po jego ekshumacji. Uszkodzona ręka miała się w cudowny sposób zabliźnić.

Ciało Gabriela zostało później przeniesione do Zabłudowa, a następnie do Słucka – ówczesnej ostoi prawosławia na terenie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przeniesieniu zwłok na odcinku 300 km towarzyszyła procesja. Przyczyniła się ona do popularazacji kultu męczennika. W 1820 roku został on kanonizowany. Zaczęły powstawać poświęcone świętemu modlitwy, gdzie mowa jest o Żydach jako oprawcach. Ze zbiórek urządzonych na Podlasiu został zakupiony nowy sarkofag, w którym złożono ciało chłopca. Stary sarkofag pielgrzymował zaś z miejsca na miejsce. Ostatecznie trafił do Soboru Wasyla Błogosławionego w Moskwie, gdzie w l. 30. XX w. zaginął wraz cząstką relikwii.

Ciało Gabriela w nowym sarkofagu zostało w czasach komunizmu przeniesione do Muzeum Ateizmu w Mińsku. Zostało jednak stamtąd wydostane przez wiernych i przeniesione do monasteru Przemienienia Pańskiego. W 1944 r. zwłoki trafiły do Grodna,  a w 1992 r. przeniesiono je ostatecznie do Soboru św. Mikołaja w Białymstoku.

Co roku, 2 lub 3 maja – w rocznicę śmierci Gabriela, ciało przenoszone jest w procesji z Białegostoku do Zwierek. W miejscu, gdzie miał znajdować się dom Gabriela w Zwierkach, postawione są krzyże. W jego rodzinnej wsi przy Klasztorze Narodzenie NMP znajduje się też cerkiew pw. św. Męczennika Gabriela. Jest on też patronem dzieci i młodzieży. Nie wiadomo jednak, na ile wśród wiernych obecna jest świadomość, że kult męczennika wiąże się antysemickimi oskarżeniami. W jednej ze współczesnych broszurek poświęconych życiu św. Gabriela Zabłudodowskiego, którą przytoczyła historyk, jako winowajcy jego zabójstwa nie są wskazani Żydzi, ale dokładnie niesprecyzowana „mroczna sekta”.

***

Inicjatywa organizacji Festiwali Nauki w Warszawie, zapoczątkowana przez prof. Davida Shugara (fizyka i biologa molekularnego, twórcy polskiej szkoły biofizyki molekularnej) narodziła się w Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) UW we wrześniu 1996 roku. Dokumentem formalnie powołującym Festiwal było Porozumienie podpisane w grudniu 1996 roku przez Rektorów Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Warszawskiej i Prezesa Polskiej Akademii Nauk. Dyrektorem Festiwalu Nauki w Warszawie został dr hab. Maciej Geller z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Od stycznia 2006 roku Festiwal nie jest już związany organizacyjnie z ICM. Jego animatorami są Wydział Fizyki UW i Instytut Biochemii i Biofizyki PAN, a oficjalnym reprezentantem, na mocy porozumienia Sygnatariuszy Porozumienia, pozostaje od początku Uniwersytet Warszawski. Od 2010 roku tytuł animatora otrzymał także Wydział Fizyki Politechniki Warszawskiej. W 2014 roku nowym dyrektorem Festiwalu została dr Zuzanna Toeplitz, związana z Wydziałem Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

źródło: festiwalnauki.edu.pl

***

Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Partnerzy

Lista zapisanych wykładów jest aktualnie pusta.