Zmiany społeczno–gospodarcze XIXw. wsi galicyjskiej na skutek rozwoju przemysłu naftowego

O „rewolucji naftowej” w biednych, galicyjskich wsiach XIX wieku opowiedziała Barbara Olejarz – dyrektor Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza. Wystąpienie w ramach konferencji „Dziedzictwo kulturowe wsi podkarpackiej i małopolskiej”. Bóbrka, 11 października 2014 r. [28min]

Przed 1854 rokiem Galicja była najbiedniejszą prowincją pod zaborem austriackim. Historyk Norman Davies określa sytuację w Galicji jako bardziej beznadziejną niż w Irlandii w początkowym okresie wielkiej klęski głodu (w latach 1845-1849). Wydana w 1888 roku we Lwowie publikacja Stanisława Szczepanowskiego pt. „Nędza Galicji w cyfrach” daje przejmujący obraz rzeczywistości prowincji, w której 50% dzieci umierało przed ukończeniem 5 roku życia. W 1900 roku 1 lekarz przypadał na 9 tysięcy mieszkańców, a w 100-tysięcznym powiecie Borszczów nie istniał ani jeden szpital. 33% miejscowości pozbawionych było szkoły, a 1 nauczyciel przypadał na 91 uczniów. Wadliwa była struktura użytkowania ziemi: ponad 40% areału znajdowało się w rękach 2,4 tys. wielkich posiadaczy, podczas gdy 80% chłopów posiadała gospodarstwa mniejsze od 4 ha. Analfabetyzm, wyniszczająca pańszczyzna, nędza, choroby, niedostatek i tak nieurodzajnej ziemi… Przysłowiowa galicyjska bieda stała się przyczyną, dla której nazwę prowincji przekręcano na Golicja i Głodomeria.   

Przemysł naftowy, który nagle pojawił się w Galicji w 1854 roku, przyniósł tamtejszemu chłopstwu wielkie zmiany społeczne i gospodarcze. Trzej włodarze pierwszej kopalni ropy w Bóbrce, a szczególnie Ignacy Łukasiewicz, znani byli ze swoich pozytywistycznych  przekonań, bliskie im były idee pracy u podstaw. W swoich kopalniach zatrudniali miejscowych chłopów, przeszkolonych przez specjalistów z innych krajów. Założyciele kopalni wierzyli, że dzięki oświacie i stałej pensji galicyjscy chłopi staną się świadomą warstwą polskiego społeczeństwa. Nafciarze otrzymywali zatem nie tylko dobre pensje, ale także dla nich utworzono tzw. kasy brackie (w przypadku choroby, wypadku nafciarz otrzymywał odszkodowanie) i kasy zapomogowe (czyli pożyczkowe, które chroniły chłopów przed wysokooprocentowanymi lichwami). Za całość tych funduszy ręczyło kierownictwo kopalni. Niewykorzystane środki przekazywane były na stypendia szkolne dla dzieci nafciarzy.

„Wpływ tego przemysłu na okoliczną ludność i w ogóle całą okolicę jest bardzo korzystny. Potrzeba tylko widzieć drogi, uprawę, mieszkanie małych i większych posiadaczy a nareszcie samych ludzi (…) ażeby doznać takiego wrażenia, jak gdyby się przeniesionym zostało w jaką lepiej uprawianą okolicę Niemiec lub Francyji. Dobre drogi, wszędzie pozasadzane drzewa, wodne rowy, dobrze uprawione i wodnemi rowami poprzerzynane łany, dalej czyste i rozległe budynki i zakłady, osobliwe w Zręcinie i Chorkówce, do tego dobrze żywieni i czysto ubrani włościanie (…), wszędzie bowiem widać pewien dobrobyt, który także przy zwiedzaniu kopalni  wpadł mi w oczy: widziałem mianowicie, że robotnicy podczas obiadowej godziny gotowali mięsi i słoninę piekli, czego w Galicji nigdzie zresztą nie widziałem” – pisał  E. Windakiewicz w publikacji „Olej i wosk ziemny w Galicji” (Lwów 1875 r., s.52)

Nafciarze nie utworzyli jednak klasy górniczej charakterystycznej dla np. Górnego Śląska. Powodem było ogromne przywiązanie do ziemi – dla chłopo-robotnika ziemia stanowiła największą wartość i w pierwszej kolejności widział siebie jako chłopa. Za zarobione pieniądze kupował głównie ziemie pod uprawę. Mimo to, przemysł naftowy wpłynął na chłopską mentalność i kulturę: na terenie szybów naftowych śpiewano nowe przyśpiewki pomagające zachować rytm pracy, chłopi zaczęli się lepiej ubierać oraz odżywiać. Życie nafciarza nie było już uzależnione od pogody czy pór roku.

Mimo wielu pozytywnych opinii na temat wpływu przemysłu naftowego na lokalne społeczeństwo pojawiły się też negatywne głosy. J. Orlewski w 1965 r., w publikacji „Kraina nafty” pisał:

„Robotnicy naftowi rekrutowali się z biedoty wiejskiej. Jedni porzucali karłowate gospodarstwa w nadziei, że stworzą sobie nowe życie. Wysoki zarobek szybko ich demoralizował, wtrącał większość w pijaństwo i lekkomyślny tryb życia. Drudzy, z okolicznych wsi, nie zrywając z gospodarką wiejską, pracowali na terenach naftowych okresowo. Element ten ulegał w mniejszym stopniu demoralizacji, ciążył ku wsi i rolnictwu (..) Aby przyciągnąć robotników, podwyższano zarobek. W obawie przed utratą ludzi na rzecz konkurenta tolerowano alkoholizm i niepunktualność. W soboty, dzień wypłat, ustawała wszelka praca (…) Niedzielną zabawę w karczmie przy wódce robotnik odsypiał w poniedziałek, we wtorek przypominał sobie o pracy, a podejmował ją w środę”.

Galicyjscy nafciarze stali się ekspertami w swojej dziedzinie i zaczęli wyjeżdżać poza granice dzisiejszej Polski: zapraszano ich do pracy w Ameryce Północnej, Rosji, Rumunii, Persji czy Indonezji.

Źródło:

www.bobrka.pl/pl/ignacy_lukasiewicz/

www.bobrka.pl/pl/o_muzeum/

www.bobrka.pl/pl/kopalnia/

Polecamy także galerie zdjęć z Bóbrki z początku XX wieku: www.nowahistoria.interia.pl

 

  ***

Licencja Creative Commons
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

 

Partnerzy

Lista zapisanych wykładów jest aktualnie pusta.